update
Chciałabym napisać, że przecież mam teraz tyle na głowie, że szkoła i praca, do tego jeszcze jakieśtam życie, albo że uderzył we mnie meteoryt i że właśnie przez to wszystko nie mogłam skrobnąć conieco na blogu.
Prawda jest jednak taka, że fotograficznie przymarłam, w lodówce niewywołana klisza czeka na podróż do Kielc i tylko jakoś zawsze coś staje na przeszkodzie. A jak nie ma zdjęć, to nie ma o czym pisać. Przynajmniej nie tu.
Całkiem prywatnie natomiast – żyję i mam się całkiem nieźle, choć spierzchnięte usta i denerwująca grzywka dają o sobie znać, w wolnych chwilach odwiedzam fotoulubione blogi jaki cichy wielbiciel (kolejny anonimowy numerek w statystyce liczby odwiedzin).
Obiecuję poprawę, proszę o pokutę i rozgrzeszenie, a tymczasem wyhaczywszy u Kieubaski linka do czegoś na wzór fotokonkursu fejsbukowego, proszę co wytrwalszych o zalogowanie się do tej nieszkodliwej appki i zagłosowanie na moje i meduski zdjątko :)


ojj jak ślicznie ♥